Facebook

„Sędziowie strasznie gwiazdorzą”

Ostatnio głośno o pracy sędziego piłkarskiego w niższych ligach. Coraz więcej mówi się, że sędziowie prowadzący spotkania w A czy B klasie muszą drżeć o swoje zdrowie. Postanowiliśmy sprawdzić jak sytuacja wygląda w rozgrywkach odbywających się w powiecie kłodzkim. 

Na meczach niższych lig często dochodzi do sytuacji, gdy rozzłoszczeni wynikiem spotkania kibice zaczynają obrażać i grozić sędziemu. Wielokrotnie padało stwierdzenie, iż arbitrzy jadąc na mecze w niższych ligach boją się o swoje życie. - Nie przesadzajmy. Aż tak źle u nas nie jest, żeby bać się gdziekolwiek jechać sędziować zawody – mówi Jerzy Stich, arbiter z Kolegium Sędziów z Kłodzka. Większość z nich robi to z zamiłowania i czystej pasji. - Nie sędziujemy zawodowo, więc jest to nasz wybór. Ktoś, kto się boi o własne życie jadąc sędziować mecz, nie będzie długo sędziować z takim pesymistycznym nastawieniem. Mam nadzieję, że takich sędziów nie ma – wyjaśnia inny arbiter z kłodzkiego podokręgu, Jacek Mazur.

Próbowaliśmy dociec, czy w ostatnim czasie w rozgrywkach ligowych w powiecie kłodzkim doszło do jakiś incydentów z udziałem sędziego, ale nie udało nam nic ustalić. - Fakt faktem, że czasem zachowanie kibiców na meczach bywa naganne, jednakże osobiście nie spotkałem się z żadnym przypadkiem ataków w sensie fizycznym na sędziów w trakcie, bądź po zawodach. Groźby czy też wyzwiska zdarzały się także ze strony zawodników, co kończyło się oczywiście wykluczeniem z gry, ale to zawsze było opisywane w sprawozdaniach z zawodów i na tym się kończyło – wymienia J. Stich. - Były sytuacje, w których kibice potrafili opluć sędziów – dodaje J. Mazur.

Faktem natomiast jest to, że kibice nie są przychylnie nastawieni do rozjemców zawodów i już od pierwszego gwizdka nie zgadzają się z ich decyzjami. - Najprostszą rzeczą dla kibica jest wyzwanie sędziego. Nie ponosi on z tego tytułu żadnych konsekwencji, a swoją postawą wpływa na innych widzów – opowiada J. Mazur. Najczęściej jednak punktem zapalnym jest spożywanie alkoholu przez kibiców podczas spotkań piłkarskich. – Odbywa się to bez reakcji przedstawicieli klubów, a wiadomo jak bywa z ludźmi, kiedy sobie wypiją – nic im się nie podoba, a sędzia zwłaszcza. Dodatkowo działacze takie rzeczy i zachowania tolerują i to jest najgorsze – mówi J. Stich.  

Zazwyczaj kibice czy piłkarze swoje negatywne zachowanie względem sędziów tłumaczą ich słabym sędziowaniem. - Bo najlepiej zwalić wszystko na sędziów a zwłaszcza swoją słabą grę. Najciekawsze jest to, że sami zawodnicy, tym bardziej kibice nie mają pojęcia o przepisach – mówi, a J. Mazur dodaje: - Pomyłki były, są i będą. Sędziów rolą jest to, aby tych pomyłek było jak najmniej. Nawet na najważniejszych imprezach sportowych, gdzie sędziują zawodowcy zdarzają się kontrowersje. Jednak sędziowie też ponoszą konsekwencje błędnych decyzji. - Jesteśmy oceniani przez obserwatorów i źle poprowadzone zawody skutkują otrzymaniem niskiej noty - mówi.

Zawodnicy, występujących w lidze okręgowej czy A Klasie, zgodnie stwierdzali, że sędziowanie nie stoi na wysokim poziomie. – Ja najbardziej nie lubię u sędziów braku konsekwencji. Często się to zdarza w A Klasie. Doprowadza to do braku kontroli nad widowiskiem, co przekłada się na nieprzyjemne sytuacje dla zawodników, kibiców jak i również samego sędziego  Mam też wrażenie, że sędziowie za wszelka cenę chcą być po prostu najważniejsi na boisku i jak w tej reklamie jednego z batoników  – strasznie gwiazdorzą – mówi Marek Tomczak, piłkarz A Klasowego Włókniarza Kudowa Zdrój. Padają też stwierdzenie ze strony zawodników, że sędziowie zdecydowanie wolą gwizdać na korzyść gospodarzy. - Nie boję się zaryzykować stwierdzenia, że na boiskach podokręgu kłodzkiego wyniki nieraz wypaczane są przez sędziów. Nie chodzi mi tu o korupcję czy tym podobne sprawy. Bardziej nazwałbym to sympatią i antypatią do poszczególnych drużyn, tych starszych panów z gwizdkiem biegających po naszych powiatowych boiskach – mówi Dawid Ziental, zawodnik Zjednoczonych Ścinawka Średnia i jednocześnie opiekun zespołu trampkarzy w tym klubie. 

Małe ligi to jednak nie tylko bójki i awantury z sędziami. Czasem zdarzają się sytuacje, które potrafią zadziwić czy rozśmieszyć. W jednej z nich uczestniczył sam J. Stich, który będąc asystentem na zawodach zaliczył wywrotkę na linii. - Zawodnicy mieli ubaw, a kolega, który rozstrzygał  jako sędzia główny podbiegł  w moim kierunku i używając gestu jaki wykonuje się w stosunku do zawodników padających na boisku szukających faulu zawołał „wstajemy wstajemy”, po czym pobiegł dalej z akcją meczową. Inną anegdotę opowiedział Jacek Mazur. – Prowadziliśmy spotkanie w niższej lidze przy obficie padającym deszczu, a nasz kolega liniowy sędziował spotkanie z parasolem w ręku – mówi.

Incydenty na meczach piłkarskich niższych w ostatnich miesiącach:

„Nie udało się dokończyć piłkarskiego meczu piotrkowskiej klasy B pomiędzy Visem Gidle a Świtem II Kamieńsk. W 62. minucie przy stanie 1:1 sędzia pokazał jednemu z miejscowych piłkarzy czerwoną kartkę. Zawodnik najwyraźniej nie wytrzymał i uderzył arbitra. Ten poczuł się zagrożony i zdecydował się przerwać zawody.”

„Podczas meczu podgłogowskich drużyn Iskra Droglowice - Zawisza Serby sędzia musiał ratować się ucieczką z boiska. Wściekli kibice gospodarzy ubliżali arbitrowi i grozili jego pobiciem. Musiała interweniować policja.”

 „Sędzia Marcin Kućmański z Łodzi długo zapewne zapamięta niedzielny mecz grupy II łódzkiej klasy A w Witoni. W trakcie meczu ze Startem Brzeziny doszło do awantury. Sędzia musiał uciekać.”