Facebook

Zaprzepaszczone punkty [foto]


Nysa po raz kolejny bez punktów na wyjeździe. Tym razem kłodzczanie ulegli z MKP Wołów, chociaż z przebiegu meczu przegrać nie musieli...

Poniżej relacja z meczu, wypowiedzi obydwu trenerów oraz zdjęcia.

9. KOLEJKA IV LIGI: MKP WOŁÓW – MKS NYSA KŁODZKO 2:1 (1:0)
Bramki: 1:0 Kamil Żbik (42, rzut karny), 2:0 Sebastian Kościuk (89), 2:1 Mikołaj Kotfas (90+1, rzut karny). Sędziował: Paweł Kucharczyk (KS we Wrocławiu). Nysa: Brandl – Kierkiewicz, Mróz, Barski, Wiącek, Pietrzykowski, Pierzchalski (75 J. Cebulski), Ciupider, Pokhytailo (68 Brogowski), Kotfas, Satanowski.  

Dostępna jest GALERIĘ ZDJĘĆ. 

Początek pojedynku należał do Nysy. - Zagraliśmy dobre spotkanie i z przebiegu meczu nie byliśmy gorszym zespołem – mówił trener K. Konowalczyk. Już w pierwszych minutach w świetnej sytuacji znalazł się Pavlo Pokhytailo, ale przegrał pojedynek z golkiperem MKP.

Gospodarze przebudzili się w 30. minucie meczu, gdy w dogodnej sytuacji uderzał Kamil Żbik. Świetną interwencją popisał się Szymon Brandl. Gdy wydawało się, że w pierwszej połowie nic się już nie wydarzy, to po bezsensownym zagraniu ręką piłki w polu karnym przez Dawida Ciupidera, gospodarze otrzymali rzut karny. Z jedenastu metrów nie pomylił się Kamil Żbik i MKP na przerwę zeszło przy prowadzeniu 1:0.

W drugiej części kłodzczanie przeważali, dążyli do wyrównania i wydawało się, że bramka dla Nysy wisi w powietrzu. - W tej części meczu mieliśmy przewagę, ale w świetnej dyspozycji był bramkarz gości – mówi trener Krzysztof Konowalczyk. Duży wkład w zwycięstwo miał właśnie Piotr Leciejewski. Golkiper wołowskiej drużyny, co prawda w polskiej ekstraklasie zagrał 20 meczów, za to zanotował ponad 200 występów w ekstraklasie norweskiej (oraz kilkadziesiąt na jej zapleczu).

W 89. minucie kontrę wykorzystał Sebastian Kościuk i podwyższył prowadzenie miejscowych. Kłodzczanie wrócili do gry w 91. minucie, rzut karny (faulowany w polu karnym był Piotr Satanowski) wykorzystał Mikołaj Kotfas. Jednak na więcej zabrakło już czasu.

– To nie był dla nas łatwy pojedynek i wynik ważył się do końca. Myślę, że rywale napsują jeszcze dużo krwi niejednemu zespołowi - ocenił zmagania trener Piotr Bolkowski. - Takie porażki bolą najbardziej, bo punkty były spokojnie w naszym zasięgu – dodał szkoleniowiec MKS.