Facebook

SZPITAL W KŁODZKU, DWA OBRONIONE KARNE [foto]


Były gole, rzuty karne, czerwone kartki, ale po raz kolejny Nysie nie udało się wywalczyć trzech punktów. W starciu z Orłem Lubawka padł wynik 1:1. Bohaterem meczu był Bartłomiej Gawdanowicz, który obronił dwa rzuty karne. Spotkanie pechowo ułożyło się dla Nysy i to jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. 

25. KOLEJKA IV LIGI: MKS NYSA KŁODZKO – ORZEŁ LUBAWKA 1:1 (0:0)
Bramki: 0:1 Konrad Zwolennik (48), 1:1 Adam Bońkowski (60). Czerwone kartki: Filip Barski (83) oaz Tomasz Szyszka (89) – obydwaj za dwie żółte. Sędziowali: Dariusz Turek oraz Paweł Turek i Krzysztof Sadowski (KS Jelenia Góra). Nysa: Gawdanowicz – Mróz, Barski, Pietrzykowski, Kierkiewicz, Ciupider (30 Siekaniec), Adamczyk, Gręda (68 Konowalczyk), Bońkowski, Tracz, Cebulski. Orzeł: Jaroszewski - Piątek, Stanuszek, Szyszka, Krzyminski, Bejnarowicz, Sobota, Cukier, Zwolenik, Camacho, Musiał.

Dostępna jest GALERIA ZDJĘĆ.

Na rozgrzewce urazu nabawił się Mykhailo Kolesnyk oraz Mikołaj Kotfas, któremu odnowiła się kontuzja. I na kilka minut przed meczem trzeba było dokonać roszad w składzie. W ich miejsce pojawił się Jacek Cebulski oraz Jakub Gręda. Jakby tego mało to w 30. minucie los wspomnianej dwójki podzielił kapitan MKS Dawid Ciupider… A w kadrze także z powodów zdrowotnych brakowało Szymona Brandla oraz Tomasza Pierzchalskiego. 

Pierwsza połowa bezbarwna w wykonaniu obydwu drużyn. Dopiero pod koniec przed szansą wyjścia na prowadzenie stanęła drużyna z Lubawki. Na szczęście gospodarzy, na posterunku był Bartłomiej Gawdanowicz, który, uprzedzając fakty, został bohaterem Nysy. 

Emocji nie brakowało za to w drugiej połowie spotkania. Już na jej początku przed szansą stanął Jacek Cebulski, ale przegrał pojedynek z Jaroszewskim. Niewykorzystana sytuacja momentalnie zemściła się na miejscowych, gdy kontrę wykończył w 48. minucie Konrad Zwolenik. 

Pięć minut później ku zaskoczeni wszystkich arbiter wskazał na wapno. Dariusz Turek uznał, że Filip Barski faulował w walce o górną i podyktował rzut karny. Uderzenie z jedenastu metrów Szymona Cukra obronił Gawdanowicz, ale radość ukrócił sędzia, nakazując powtórzenie rzutu karny. Przy drugiej próbie także nie dał się pokonać, broniąc strzał Brazylijczyka Camacho, a jego dobitka była niecelna. – Pierwszy raz w życiu udało się w takiej sytuacji obronić rzuty karne. Zazwyczaj kiedy udało się obronić tego pierwszego, to jego powtórzenie kończyło się golem. Teraz byłem pewny jednej i drugiej jedenastki. Wiedziałem, gdzie zostanie oddany strzał przez jednego i drugiego zawodnika z Lubawki – mówił golkiper Nysy.

Kłodzczanie uwierzyli, że są w stanie powalczyć o korzystny rezultat i w 60. minucie do remisu doprowadził Adam Bońkowski. W 83. minucie tym razem jedenastki domagali się gospodarze.  

- Ja rzadko krytykuje sędziów, bo to mi się nie zdarza, ale teraz po prostu nie wytrzymuje. Ten karny to żenująca sytuacja, bo jeśli takie jedenastki mamy gwizdać, to przy każdym stałym fragmencie gry będzie rzut karny. Jest walka o piłkę, nikt nikogo nie łapie. Takich karnych nie widziałem, aby ktoś gwizdnął, jak się jeździ na mecze od C-klasy do ekstraklasy. Zero męskiej gry, to jest walka w polu karnym. A za chwilę w identycznej sytuacji daje naszemu zawodnikowi drugą żółtą kartkę… - komentował wyraźnie zdenerwowany trener Krzysztof Konowalczyk. 

Jednak Filip Barski u jeleniogórskich arbitrów jest chyba na cenzurowanym od meczu z Unią Bardo. Arbiter nie chciał być konsekwentny i na zapytanie Barskiego, czemu nie ma dla nas rzuty karnego, gdy dla Orła został podyktowany, sędzia Turek pokazał żółty kartonik defensorowi MKS. A to było drugie upomnienie, więc Barski, jak w pojedynku tydzień temu, musiał przedwcześnie opuścić plac gry. W końcówce siły się wyrównały, bowiem jego los podzielił Tomasz Szyszka.

- Panowie, jesteście regulaminowi, patrzycie na getry, na ochraniacze, a to, co robicie na boisku, to jest tragedia. Jest pan młody, emocje biorą górę, ale za każde wejście daje pan żółtą kartkę – mówił, zaraz po końcowym gwizdku, do głównego rozjemcy zawodów trener Jacek Fojna. - Arbiter czepiał się sznurówek, przesuwał nas co chwila o kilka metrów przy wyrzucie z auta, gdzie piłka wznawiana była na naszej połowie i do tyłu. To jest żenujące, to się w trampkarzach tak uczy dzieci, a nie w piłce seniorskiej - wtórował opiekun MKS.

Wracając do wydarzeń boiskowych, to obydwie drużyny dążyły do zwycięstwa. Bohaterem spotkania w kłodzkiej ekipie mógł, a nawet powinien, zostać Jacek Cebulski, który w końcówce dwukrotnie mógł zapewnić trzy punkty Nysie, ale górą był Jaroszewski. 

A co na temat samego meczu, zakończonego podziałem punktów, powiedzieli obydwaj trenerzy? Niebawem w kolejnym artykule wypowiedzi pomeczowe szkoleniowców.