Facebook

Wywiad: "Możemy pokusić się o niejedną niespodziankę""

Zespół Nysy Kłodzko w rundzie wiosennej to będzie wielka niewiadoma. O bolączkach drużyny, rewolucji kadrowej i o szansach kłodzkiego zespołu na zachowanie ligowego bytu rozmawiamy z trenerem Pawłem Adamczykiem (na zdjęciu).

Istna rewolucja zaszła tej zimy w szatni Nysy Kłodzko.
PAWEŁ ADAMCZYK: - Po rundzie jesiennej odeszło kolejnych kilku zawodników z naszego klubu. Trudno jest znaleźć następców, zwłaszcza, że jest to okres w którym kluby mogą blokować odejście zawodnika. Nysa nie jest na dzień dzisiejszy magnesem dla starszych zawodników. W ościennych klubach mają lepsze warunki finansowe, ale jestem pewien, że jest to sytuacja przejściowa. Na dzień dzisiejszy mamy młody zespół, który po nabraniu doświadczenia będzie dominował w naszym regionie. Naszym największym problemem jest wąska kadra meczowa. W przypadku kartek czy kontuzji będziemy musieli sięgnąć po zawodników z drużyny juniorów. Dlatego już w zimowych sparingach dawałem im sporo pograć, żeby w razie potrzeby byli gotowi do gry w mojej drużynie. Z nowych graczy jest Marek Słomka, który już występował w Nysie w okresie gry w IV lidze, a podczas meczów kontrolnych był wyróżniającym się zawodnikiem. Drugim graczem, którego staramy się pozyskać, jest niespełna 18-letni Dominik Górszczyk z ATS Wojbórz.

Ten zespół jest w stanie walczyć o utrzymanie w IV lidze?
- Wiemy jak trudne czeka nas zadanie, ale na pewno moi zawodnicy będą starali się w każdym meczu walczyć o zwycięstwo. Władze klubu przedstawiły plan rozwoju drużyny na dłużej niż pół roku, więc mam nadzieję, że bez względu na wyniki ta drużyna będzie mogła liczyć na dalsze wsparcie i późniejsze wzmocnienia.

W przypadku niepowodzeń tym młodym chłopakom starczy zapału i chęci?
- Liczę na to, że ci młodzi zawodnicy zagrają bez obciążeń. Zdaje sobie sprawę, że będzie to trudne, ale jeżeli ktoś myśli o graniu w piłkę na wyższym poziomie to musi sobie z tym poradzić. Dla nich to idealny moment, żeby pokazać się na terenie Dolnego Śląska. Jeżeli komuś nie starczy chęci, albo zapału to znaczy, że nie ma umiejętności ani charakteru na grę w lepszych klubach.

Największą bolączką Nysy może być frekwencja podczas spotkań ligowych.
- To jest nasz największy problem. Co sezon zgłaszamy do rozgrywek kadrę liczącą 22-24 zawodników, a kończymy rundę w liczbie 12-13 graczy. Teraz jest nas razem z trzema juniorami, którzy trenowali z pierwszym zespołem zaledwie 15-16 piłkarzy. W tym są zawodnicy, którzy co drugi tydzień mają szkołę i nie zawsze będą na meczach. Mam nadzieję, że ominą nas kartki i kontuzje, a wtedy możemy pokusić się o niejedną niespodziankę.

Dla Pańskiego zespołu to dobrze, że pierwsza kolejka ze względu na warunki pogodowe została przełożona?
- Pierwsze spotkanie jest bardzo ważne, bo dodaje drużynie pewności siebie na następny mecz, albo przystępuje się tak jak w naszym przypadku, z nożem na gardle. Nie wiem czy to dla nas dobrze czy źle. Pewnie będziemy mądrzejsi po rozegraniu pierwszego meczu w Bogatyni. Wiem, że dla Nysy to zawsze ciężki teren do zdobywania punktów ze względu na dużą odległość jaką trzeba pokonać, ale my chcąc powalczyć o utrzymanie musimy szukać punktów wszędzie, nawet na boisku lidera.