Facebook

WYWIAD" To był jeden z najgorszych momentów."


Od ponownego objęcia Nysy nie było jeszcze okazji porozmawiać. Jak mocno dotknęło go rozstanie z klubem, czy długo zastanawiał się nad ponownym poprowadzeniem drużyny oraz sytuacji i szansach Nysy przed ruszającą rundą wiosenną w czwartej lidze rozmawiamy z trenerem Krzysztofem Konowalczykiem. 

Długo się zastanawiałeś nad ponownym objęciem Nysy?
- Jak na mnie bardzo długo. Zazwyczaj jestem człowiekiem, który szybko podejmuje decyzje, czy to w jedną, czy drugą stronę. Jednak teraz miałem duże problemy z decyzją i to z różnych powodów, także zawodowych. Potrzebowałem prawie tygodnia czasu i paru rozmów z zarządem oraz ludźmi spoza klubu, aby podjąć decyzję.

Dla Ciebie, jako wychowanka klubu, powierzenie, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, nie musi obowiązywać. 

- Jako że jestem wychowankiem klubu, to inaczej na to patrzę. Jest inny zarząd, dużo nowych zawodników, więc nie czuję, aby była to ta sama rzeka.

Debiut jako szkoleniowiec pierwszego zespołu w kłodzkim klubie miałeś wymarzony. Awans do czwartej ligi, a późnej utrzymałeś zespół w tych rozgrywkach, co nie udawało się w Kłodzku przez kilka sezonów po awansie. Wyjaśnił, co się stało w drugim sezonie, a konkretnie w rundzie wiosennej?
- Mieliśmy wtedy bardzo duże problemy kadrowe. Kadra była bardzo wąska. Co pół roku ktoś odchodził, a nikogo nie udawało się pozyskać w ich miejsce. Do tego nie mieliśmy bramkarza przez cały okres przygotowawczy. Marcel Wencel przyszedł do nas trzy dni przed pierwszy meczem ligowym. I to tylko za sprawą zawodników i moją, bo zarząd wtedy nie pomagał. To był dla naszego klubu jeden z najgorszych momentów. Na szczęście to już przeszłość, bo teraz klub znów funkcjonuje, tak jak należy. 

Mocno to wszystko przeżyłeś? Jak przyjąłeś moment o rozstaniu z zespołem?
- Miałem mieszane uczucia. Z jednej strony sam już nie widziałem sensu prowadzenia zespołu. Uważałem, że potrzebny byłby ktoś, kto da impuls zespołowi i może byłby to nowy trener. Jednak z drugiej strony ciągle się nad tym zastanawiałem i liczyłem na przełamanie, chciałem jeszcze powalczyć. 

 Jako trener wyciągnąłeś wnioski z tamtego okresu?
- Oczywiście, z każdego okresu wyciągam wnioski. Ten czas akurat był bardzo pouczający i to nie tylko w kwestii sportowej. 



Koronawirus storpedował przygotowania Nysy. Po raz kolejny doszedł problem z treningami na naturalnej murawie. Jak to może przełożyć się na grę wiosną?
- Przełożenie będzie takie, że mamy mały falstart z pewnymi aspektami treningowymi, których nie da się realizować na orliku. Jeżeli zaczniemy trenować na naturalnym dużym boisku, to wrócimy w miarę szybko na dobrą drogę. 

Jak porównasz poprzednią kadrę z sezonu czwartoligowego, a obecny skład, którym dysponujesz? Pierwsze co się rzuca w oczy, to obsada bramki, czego poprzednim razem zabrakło.
- Kadra różni się i to bardzo. Wtedy mieliśmy dobrych zawodników, ale wszystkich młodych i sporo niedoświadczonych. Dzisiaj Ci sami zawodnicy nie są już chłopcami, a do tego zdążyli zdobyć więcej doświadczenia. Do tego dołączyło do nas paru wartościowych zawodników ogranych na poziomie czwartej ligi. Druga kwestia to mamy w składzie dwóch doświadczonych starszych zawodników, którzy bardzo dużo wnoszą do zespołu (K. Pietrzykowski oraz F. Barski – red.). Pomagają w każdym możliwym momencie swoimi spostrzeżeniami na boisku i poza nim, a tego w Nysie zawsze brakowało. Trzecia najważniejsza różnica to bramkarze, o których wspomniałeś. Jak już wcześniej mówiłem, wtedy sytuacja na pozycji golkipera był katastrofalna. Teraz mamy dwóch bardzo dobrych równych bramkarzy, a to nam daje duży komfort.


Brakującym ogniwem była nieobecność typowego rozgrywającego. Powrót do zespołu Adama Bońkowskiego ma rozwiązać nie tylko problem w środku pola, ale i grę ofensywną.

- To był nasz główny problem, ale nie jedyny. Na pozycji, w którą teraz wskoczył Adam, grało paru zawodników. Każdy starał się tam grać jak najlepiej, ale to nie była ich pozycja. Próbowałem różnych rozwiązań, ale dopiero skrzydłowy Pavlo Pokhytailo, prezentował się tam bardzo dobrze. 

Start rundy rozpoczynacie od wyjazdu do outsidera Pogoni Pieszyce. To wymarzony przeciwnik na pierwszy mecz o punkty w tym roku?
- Pierwsza kolejka ma to do siebie, że mało się jeszcze wie o dyspozycji i formie przeciwnika. Wiem, że każdy mecz trzeba zagrać na maksimum swoich możliwości, niezależnie od pozycji w tabeli swojej i drużyny przeciwnej. My musimy takie mecze wygrywać i po to pojedziemy do Pieszyc. 

To będzie długa i wyboista wiosenna droga dla Nysy. Jak samo nastawienie trenera i samych zawodników?
- Jestem dobrej myśli. Mamy bardzo dobrych zawodników, wyrównaną kadrę i rywalizację o miejsce w wyjściowej jedenastce. Dojdziemy do jeszcze lepszej gry, jak tylko zwiększymy ilość treningów na dużym boisku.